sobota, 23 sierpnia 2014

23 sierpnia 2014

Eh.. osobisty blog, ponieważ nie chce mi się wszystkiego wylewać na papier.
Tak jest łatwiej.

Coraz bardziej drażni mnie bezsenność. Stąpam po niepewnym gruncie, razem z nim. Na co dzień udaję tą bezuczuciową sukę.. naprawdę jest całkiem inaczej. Ile to już razy w nocy było słychać tylko moje delikatne łkanie w poduszkę. W gruncie rzeczy jestem nieco uczuciowa co nie zmienia faktu, że mam wyjebane na osoby, na których mi nie zależy i najchętniej rozszarpałabym je.

Niedawno zakończyłam swój pół roczny związek. Gwoli ścisłości, jestem tą wredną szmatą, która zostawiła go dla osoby poznanej na jednym koncercie.. No właśnie.. jak to było? Niedługo już miesiąc. Tak, tak.. poznałam Go 26 lipca 2014r.
Na rynku odbywał się koncert lokalnego zespołu. Sam w sobie koncert był tak cholernie nudny, że zamierzałam spalić resztę papierosów, które mi zostały i iść do domu. Jednak stwierdziłam, że zostanę. Przywitałam się ze znajomymi i nagle przed oczyma ukazał mi się On. Patrzyłam bardzo niepewnie kiedy on wodził za mną wzrokiem, lekko podnosząc do góry prawo brew. Wreszcie stało się..podszedł i zapytał jak mam na imię. Spojrzał mi w oczy - odwzajemniłam spojrzenie. Myślałam, że zaraz umrę. Serce waliło mi jak młot, w brzuchu zaczęło mnie skręcać i ręka mi się trzęsła. Miał zielone oczy.. Chwycił moją dłoń a ja poczułam jakby coś we mnie trzasnęło. Wiedziałam, że to nie jest tylko jednorazowe spotkanie. Miał coś w sobie co uważałam za wyjątkowe, oddzielające go od grupki facetów, którzy z nim stali. Odeszłam od Niego i usiadłam na ławkę. Siedziałam tam przez dłuższy czas, dopóki dobra znajoma nie wyciągnęła mnie abym pobiegła z nią do fontann i zamoczyła w nich głowę. On siedział akurat obok tej dużej kolorowej fontanny wpatrując się we mnie i paląc przy tym papierosa. Po jakimś czasie dołączyłam do Niego i siedzieliśmy przez pół koncertu rozmawiając. Byłam zafascynowana jego charakterem i oczyma. Cholera, ja, głupia dziewczyna, która nie ma serca po raz pierwszy poczuła coś takiego. Nie, kurwa, to nie miłość, to nie zauroczenie. Po prostu jebane ,,coś". Nie umiałam się do tego przyznać nawet przed samą sobą.. Pożegnaliśmy się i w sumie myślałam, że na tym koniec jednak..
Napisał do mnie zaraz po koncercie i zapytał czy nie wyszłabym z Nim na spacer.. Ja na początku pisałam, że może, choć byłam w stu procentach pewna, że wyszłabym nawet teraz. Wyszliśmy ze sobą i... dość często odwiedzamy to miejsce w którym byliśmy kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy.
Jestem z Nim cholernie szczęśliwa jak nigdy dotąd. Przeszkadza tylko ta jebana różnica wieku. I nie, nie przeszkadza Nam tylko otoczeniu. Mówi się, że 4 lata to nie dużo..ale kiedy jedna osoba jest w gimnazjum a druga w technikum no to.. A tylko on widzi we mnie dojrzalsza postać niż wiek wskazuje. No.. i może jeszcze moi przyjaciele.

Nawiązując do początku.. ,,Stąpam po niepewnym gruncie"..tak.. On też. Ale czuję, że jesteśmy sobie przeznaczeni, że nasze losy są ,,gdzieś" zapisane..daleka przyszłość będzie wspólna. To co połączyło nas od początku było bardzo silną więzią, bynajmniej z mojej strony. Uda się, bo to On jest moją weną kiedy siadam wieczorem i piszę poezję, to On jest moim natchnieniem kiedy rano wstaję, uśmiecham się codziennie dla Niego, czekam, aż wejdzie chociaż na to jebane GG w nocy i do mnie napisze.
Cholernie potrzebuję Jego obecności..jak nikogo nigdy dotąd.
Szkoda, że on tego nie czuje i nie odwzajemnia, meh, życie.


M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz